...i odejdź z Kościoła”
„Weź krzyż i odejdź z Kościoła”
Mówi się, że Bierzmowanie, to sakrament „odejścia od Kościoła”. Młody człowiek przyjmuje do siebie dar Ducha świętego oraz znak Krzyża na wieki…i odchodzi od wiary?
Pojawia się jednak inne pytanie, gdy słyszymy żale duchowieństwa na temat braku dojrzałości religijnej młodego katolika: dlaczego tak się dzieje?
Przyczyn takiej sytuacji jest wiele i wina leży po obu stronach. Świat stracił kręgosłup moralny. Przykładem prawdziwości tych słów jest np.: zła postawa rodziców, to oni jako pierwsi odpowiadają za dziecko-katolika, są pierwowzorem dla niego, jeśli nie uklękną rano i wieczorem do modlitwy, nie idą w niedzielę do kościoła, to nie mamy prawa oczekiwać, że dziecko będzie postępować inaczej, bo niby dlaczego?
Nie lepiej układa się współpraca młodych z katechetami, którzy zamiast zarażać miłością do Pana Boga i być drogowskazami na drodze życia, zniechęcają i buntują, bo jaka przyjemność jest w słuchaniu przez 45 min. księdza i wywodu na temat jego wyższości oraz wyrzutów w stosunku do młodzieży, bo on ma niezaspokojone ambicje… (według mnie)
Jest wiele przykładów katechezy, gdzie najlepiej byłoby się odwrócić plecami do tablicy i zająć sobą. Ale to było by zbyt łatwe, nazbyt egoistyczne. Są powody dla, których duchowni stawiają duże wymagania, bo pragną wspólnoty, która udźwignie brzemię prześladowań kościoła. Kościoła młodych, którzy będą bronić swej wiary przed herezją i profanacją.
Nie sprzyja temu jednak samowola, która panuje w szkołach. Liberalne wychowanie, które jest propagowane przynosi rezultaty…tragiczne żniwo. Pojawia się brak zahamowań i dobre wychowanie odchodzi w niepamięć. Szkoła przestała opierać wychowywanie na etyce moralnej kościoła, która regulowała, w dużym zakresie, co dobre, a co złe. Ukazuje, że można żyć bez Boga i wystarczy nauka-czyżby epoka rozumu wróciła, raczej epoka ułudy i wyższości instynktów. Wszystko opiera się na zaufaniu i dobrze, tylko skąd, my młodzi już teraz mamy wiedzieć jak postępować, skoro nas tego nie nauczono.
Znakomicie obrazuje to bierzmowanie jednej z pobliskich parafii, gdzie penitenci zlekceważyli sobie wagę sakramentu. Cóż z tego, że zostali skrupulatnie przygotowani przez zaangażowanych księży, kiedy sami nie czuli wiary i miłości. Dlatego zamiast zdać egzamin i dać dowód pragnienia Ducha świętego, woleli założyć stroje krakowskie. Były one bez wątpienia dowodem ogromnego zaufania proboszcza do młodych, tylko czy warto było dawać im taką szanse, czy nie było to pójście na łatwiznę…
Warto zastanowić się nad tymi problemami, tym bardziej, że dotyczą one każdego katolika, ks. Bp. Bronisław Dembowski mawiał, że: kościół to wspólnota grzeszników. Każdy może upadać, ale ilu z nas się podniesie, to będzie zależało od tego, czy przyjmiemy łaskę, bo mimo wszystko moc Ducha świętego zadziała wcześniej, czy później, ale zadziała.
JUSTYNA SZLĘK